poniedziałek, 30 marca 2015

Punktualnie jak w radzieckim zegarku, za to bez motywu przewodniego, aczkolwiek niezbyt radośnie, bo poniedziałek przecież i zniesmaczonym wielce.



Witam Was bardzo ciepło po kolejnej przerwie spowodowanej absolutnym brakiem  umiejętności organizacji czasu z mojej strony oraz pewnym niezbyt szczęśliwym splotem wydarzeń, a mianowicie jakiś tłuk zarysował mi auto na parkingu i zwiał. W związku z tym zamierzałem przygotować jakiś zjadliwy tekst o umiejętnościach owego ‘kierującego’1 i jemu podobnych, ale po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że stosunek procentowy urew i ujów oraz sufiksów w rodzaju –any i –ony do wyrazów w ogóle przewyższa wartości powszechnie uznawane za dopuszczalne nawet na statystycznej polskiej budowie2, wobec czego zaniechałem publikacji powyższego. Ale niesmak pozostał. 



Ale nie o tym w końcu przecież być miało – z powyższego wyciągnąłem bowiem ważną lekcję: człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi. W związku z tym apeluję do siebie (a może i do Was, jeśli Szanownych Czytelników problem ów także dotyczy), aby w podobnej sytuacji, gdy sprawca będzie znany i w zasięgu lewego sierpowego (un crochet du gauche) nie dać się ponieść emocjom. Pamiętajmy, że nie u każdego obecność mózgu (la présence d’un encéphale) została stwierdzona (détectée) w sposób definitywny (de manière définitive). I że czasem trzeba wykazać się dużą dawką zrozumienia (compréhension). Nawet w przypadku matoła, który w rozwoju  plasuje się 20 lat za taboretem (avoir 20 ans de retard sur un tabouret). I dla którego nawet w komiksach z BRAVO było za dużo słów w zdaniach (trop de mots dans les phrases), a który mimo wszystko zdał egzamin na prawo jazdy. I to jest właśnie przerażające. 
 

Następne wpisy będą mam nadzieję odrobinę weselsze (niekoniecznie częstsze, w końcu dotrzymuję postanowień z poprzedniego posta)... No i pokonaliśmy poniedziałek, to też się liczy.




1 bo kierowcą nazwać go nie sposób
2 i to w sytuacji, kiedy rzucającemu palenie majstrowi spada z rusztowania wiadro z zaprawą, tłukąc po drodze butelkę z ostatnim piwem, którego resztki trafiają na głowę przechodzącego poniżej  inspektora BHP...