niedziela, 4 maja 2014

Bez ogona i głowy



Czyli sans queue ni tête (a po polsku coś, co się nie trzyma kupy1) – tak w większości przypadków wygląda moje pisanie, a przynajmniej początek każdego posta. Rzeczywistość dookoła nie nastraja optymistycznie, pogoda się psuje, a każdy sklep (z Ikeą włącznie) przeżywa oblężenie, normalnie jakby po długim weekendzie ludziom się pokończyły meble... Zasadniczo można też ich podzielić na dwie grupy: powolni oglądacze, sunący w tempie ślimaka z artretyzmem całą szerokością alejki i popychacze z gatunku będę-pierwszy-a-pan-tu-nie-stał, którzy po brawurowym wyminięciu staruszki na drodze do kasy nagle dochodzą do wniosku, że przydałoby im się jeszcze coś z drugiego końca sklepu, ale niech pani kasuje, ja zaraz wrócę, no przecież zaczekacie państwo minutę, prawda? Ech, szkoda gadać.

Dlatego właśnie nie lubię żadnego z długich weekendów (Francuzi zwą je pont, tak jak most, co w sumie jest dość logiczne, zważywszy, że za pomocą takiej metaforycznej kładki łączymy dni świąteczne z weekendami, biorąc urlop na czas przypadający pomiędzy nimi). A może tylko nie lubię ludzi..? Albo mam genetycznie niską odporność na głupotę – to też możliwe. Przy tej okazji – kogoś, kto nie lubi ludzi w ogóle nazwiemy naturalnie mizantropem (misanthrope); jeśli przychodzi Wam na myśl sztuka Moliera, to bardzo dobrze, wręcz doskonale. Tak sobie myślę, że chyba nawet lepiej być mizantropem i nie lubić wszystkich po równo niż na przykład mizoginem (misogyne) i nie lubić tylko kobiet2. Co mi przypomina z kolei, że są na świecie trzy rzeczy, na które można patrzeć bez końca – płynącą wodę, palący się ogień i parkującą kobietę. ;)

A propos parkowania: czasownik, którego tutaj użyjemy to (se) garer, zatem zaparkować samochód to garer sa voiture i można to zrobić (jak wszystko) dobrze lub źle (être bien / mal garé). Ale zwróćmy uwagę, że se garer może też oznaczać ‘mieć się na baczności’, ‘uważać na coś’, toteż ‘Gare à toi’ oznaczać będzie coś w rodzaju ‘Uważaj sobie!’ - nie mylić z gare w znaczeniu dworzec, bo pomyłka może przyjść znienacka (sans crier gare). 

 

1 w sensie przeciwstawnym jak najbardziej uzasadnione jest skojarzenie z czymś, co ma ręce i nogi, czyli zrobione jest jak należy. Chociaż, jak mawiał Mistrz Pratchett: „Jeśli warto coś zrobić, warto też zrobić to marnie”.
2 w stosunku do mężczyzn i ich nielubienia stosuje się termin mizoandria (misandrie).

8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię odwiedzać tego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Parkującą kobietę! pfff... spodziewałam się samej kobiety (nie wiem dlaczego)
    Genetycznie niską odporność na głupotę zdefiniowałam u siebie już we wczesnym dzieciństwie (odmawiałam zabawy z pewnymi dziećmi nie podając konkretnego powodu, mówiąc jedynie "bo głupie są")
    Do zwrotów ulubionych trafi dziś za to "sans crier gare", bo znienacka pojawiają się tu wpisy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rzeczy samej, wpisy pojawiają się znienacka i bez uprzedzenia – ostatnio sporo się dzieje, a blog trochę odłogiem zalega... A dzieci są okrutne ;) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. Ja dopiero się o tym dowiedziałam ale teraz już wiem, że też lubię go odwiedzać ;) Parkująca kobieta - genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło powitać nową Czytelniczkę i naturalnie zapraszam jak najczęściej (już niedługo będzie trochę więcej wpisów, tak w okolicach czerwca / lipca...). Do zaniedługoniebawem! :)

      Usuń
  4. Przesyłam wyrazy głębokiego zrozumienia dla nieregularności wpisów. ;) Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyrazy zrozumienia i inne podobne ;) Jak mawiał jeden z klasyków: „Czasami ludzie przesyłają nam wyrazy szacunku... a czasami tylko wyrazy”. :)))

      Usuń