poniedziałek, 31 marca 2014

Wcale miało nie być o aktualnej sytuacji geopolitycznej, tylko o skakaniu...



Ale przeczytałem gdzieś dzisiaj jak Rosja rozwiązuje spory – naturalnie „na Migi”. I tak się zastanowiłem przy tej okazji jak najlepiej oddać polskie ‘Migiem!’ i w pierwszej chwili przyszło mi na myśl ‘Et que ça saute !’ (skojarzenie z naszym swojskim w podskokach wydaje się jak najbardziej zasadne). A myśl moja powędrowała jeszcze dalej, niezmącona umówionym spotkaniem ani narastającą liczbą spraw do załatwienia i zagłębiłem się w rozmyślania nad czasownikiem sauter.

Jak nam wiadomo, jego podstawowe znaczenie to skakać; czasem z radości (sauter de joie), czasem do wody (sauter dans l’eau) – byle nie przez okno (sauter par la fenêtre). Można również skakać z tematu na temat (d’un sujet à un autre), co z upodobaniem czynię, albo przeskoczyć akapit (sauter un chapitre) – mam żywą nadzieję, że teraz tego nie robicie. W naszym języku znajdziemy bardziej lub mniej dokładne odbicie każdego z tych zwrotów, ale przecież nie może być zbyt nudno i należałoby się przyjrzeć takim wyrażeniom, które tłumaczyć będziemy na polski z pomocą innych czasowników.


Tak ma się sprawa na przykład z wyrażeniem sauter le déjeuner (opuścić, ominąć obiad, tudzież się go pozbawić) albo rozbić bank – tutaj użyjemy sauter w połączeniu z faire (faire sauter la banque), identycznie zresztą jak w przypadku jedzenia (faire sauter des filets to nie tyle zmuszać filety do skoków, co mocno je podsmażyć1). No i oczywiście jest też znaczenie potoczne, ciut wulgarne, jednakowoż warte zapamiętania – sauter quelqu’un, czyli... hmmm... powiedzmy: mieć z kimś bardzo bliskie relacje (po polsku użyjemy czasownika przelecieć i nie chodzi o latanie z opryskiwaczem nad polem ziemniaków).



 
PS. Tak mi się zdaje, że tytuły (które wymyślają się same) stają się pomału porównywane pod względem długości do samych postów, trochę jak wiersze Pana Andrusa Artura, ale z drugiej strony... czy to źle?

 
1 Albo podpiec. Albo przypiec. Nie wiem, bo jeśli chodzi o gotowanie, to uczestniczę wyłącznie w ostatnim etapie przed zmywaniem.

niedziela, 23 marca 2014

Nie lubię warzyw, ale…



Ale podobno są zdrowe i podobno trzeba jeść coś innego niż ziemniaki i mięso. Uznaję te prawdy za niepoparte dowodami, wszak w końcu 100% osób, które jadły warzywa i owoce w XIX wieku wącha już kwiatki od spodu. Przy tej okazji drobna uwaga: po francusku powiemy, że 'zżera kwiatki od korzenia' (manger les pissenlits par la racine), a właściwie pewien określony gatunek kwiatka, mianowicie mniszek (pissenlit), na ten przykład lekarski. A gdybyśmy przyjrzeli się temu słowu z punktu widzenia fonetyki i wypowiedzieli je na głos, kładąc należyty akcent na każdą sylabę, to wyjdzie nam... piss-en-lit, czyli... yyy... no sami wiecie1. A co najciekawsze, jest w tym ukryty sens, bowiem mniszek ma ponoć właściwości moczopędne (diurétiques). Nie wiem, jak Wy, ale ja pozostanę raczej przy piwie.

Ale wracając do warzyw (légumes) – weźmy2 takiego szparaga (aspèrge): nie dość, że jest rodzaju żeńskiego, to jeszcze znajdziemy go w co najmniej kilku ciekawych wyrażeniach. Przede wszystkim aspèrge oznaczać może osobę wysoką i chudą, szczególnie w wieku młodzieńczym (u nas raczej porównamy do patyka czy szczapy, albo nazwiemy patyczakiem). No i oczywiście nie zapominajmy, że szparag to także potoczna nazwa pewnego męskiego narządu, odgrywającego kluczową rolę w procesie myślenia (i nie chodzi tutaj o mózg). I tu dochodzimy do genezy jakże uroczego idiomu aller aux aspèrges – żeby nie było niejasności, nie mówimy tu o pójściu na szparagi w sensie gastronomicznym; odnosi się to do kobiet, które szukają szczęścia na ulicy (chercher fortune sur le trottoir), które font le trottoir. I nie mam tu na myśli układania płyt chodnikowych.

Hmmm... wyszliśmy od warzyw, a skończyliśmy na ulicy. Przypadek? Nie sądzę.


1 aż się chce zaproponować odpowiednik w rodzaju ‘łóżkoszczyn lekarski’ albo ‘łóżkolejec pospolity’, ale skoro jest już ten mniszek...
2 to znaczy: Wy weźcie, bo ja to co najwyżej marchewkę z groszkiem i zasmażaną kapustę

sobota, 15 marca 2014

Moja bardzo wielka culpa



Tłumaczą się winni, jak mawiają niektórzy. Stendhal mówił: ‘Qui s’excuse, s’accuse1 i też miał rację.  A ja mam wyrzuty sumienia (j’ai des remords), bo od prawie dwóch miesięcy na blogu pusto jak w lodówce u studenta trzeciego roku. Kiedy zajrzałem ostatnio do statystyk (mizernych, a jakże), w ułamku sekundy (en une fraction de seconde) wróciła wena i motywacja, by pisać dalej. I kolejne silne postanowienie, by wygospodarować trochę więcej czasu na potyczki z językiem francuskim.

Jak na złość dość często mam wrażenie, że cokolwiek, do czego się zabiorę jest bezwarunkowo podporządkowane prawom Murphyego. Bowiem ‘jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że kilka rzeczy może pójść źle, to nawali ta, która spowoduje największe szkody’ (‘S'il y a un risque que plusieurs choses aillent mal, c'est celle qui causera le plus de dommage qui ira mal’). Ponadto ‘nic nie jest takie proste, jak się wydaje’ (‘Rien n'est aussi simple qu'il n'y paraît’), a do tego ‘wszystko trwa dłużej, niż zakładałeś’ (‘Tout prend plus de temps que vous ne le pensez’). Brzmi znajomo? A przecież nie chodzi o to, by iść po linii najmniejszego oporu (la loi du moindre effort2), lecz żeby te artykuły były choć trochę pożyteczne i dostarczały wiedzy, którą ciężko znaleźć samemu... Kurczę, znowu się zakręciłem jak chłop na pasach i sam już nie wiem do czego zmierzałem (où je voulais en venir). Ale to dla mnie dość typowe. Acha, póki pamiętam (pendant que j’y pense): gdy mówimy, że pewne zachowanie jest dla kogoś lub czegoś typowe, uważajmy na zdradziecką kalkę z języka polskiego; NIGDY ‘pour’, zawsze ‘de’, czyli na przykład typique de moi (typowe dla mnie), typique du pays (typowe dla kraju) itp – dokładnie jak caractéristique (charakterystyczne).

Miłego wieczoru i do następnego razu wkrótce!



1 a mówił to w Czerwonym i czarnym (Le rouge et le Noir)
2 tłumaczenie dosłowne to racjonalna ignorancja