niedziela, 23 listopada 2014

Jak się uczyć (4), czyli ciąg dalszy nieco zapomniany



Nigdy więcej nie wybiorę się na zakupy do żadnego marketu (nawet budowlanego) w weekend. Zmusiła mnie do tego naprawdę ciężka, podbramkowa wręcz sytuacja, w której się znalazłem, a mianowicie skończyło mi się miejsce na płyty i trzeba było dokupić nowy regał. Pech chciał, że poprzedni również pochodził z pewnego szwedzkiego supermarketu, więc nie było wyjścia, udałem się do rzeczonego w celu nabycia drogą kupna nowego regału. I jak się ubawiłem... Od wjazdu na parking począwszy na kolejce do kasy skończywszy, „nieustanne tango”, jak śpiewał Pan Ciechowski. Dobrze, że z natury jestem spokojny, bo w przeciwnym razie chyba bym zagryzł 80% tam obecnych zwiedzających1.

Ale jak mawiali starożytni – nie ma tego złego, co by na gorsze nie wyszło. I po powrocie do domu postanowiłem popatrzeć na stronę internetową owego skandynawskiego potentata, tyle, że po francusku. To znaczy na stronę w języku francuskim, nie popatrzeć po francusku, gdyż jak do tej pory nauczyłem się patrzeć wyłącznie po polsku, ewentualnie rzucać okiem po angielsku, ale to wszystko. Umiem co prawda jeszcze doskonale milczeć po niemiecku i węgiersku, a także całkiem nieźle po japońsku (nie radzę sobie tylko z pisownią), ale revenons à nos moutons2, czyli wróćmy do sedna. A sedno to właśnie takie leniwe wirtualne przechadzki po francuskojęzycznych stronach i sklepach – w opisanym przypadku odświeżyłem sobie trochę słownictwo związane z meblami (meubles), z wyposażeniem łazienki (salle de bain), a z szczególności z armaturą (robinetterie) i zlewami (éviers) – co ciekawe, ten ostatni pochodzi od łacińskiego aquarium, choć tej informacji na próżno tam szukać, nie wiedzieć czemu...

Ja pewnie będę kontynuował zwiedzanie francuskich witryn, choć mam wrażenie, że w znakomitej większości poświęcone będą motoryzacji, zachęcam także Was, Drodzy Czytelnicy, do znalezienia stron, które odpowiadają Waszym zainteresowaniom – nauka z obrazkami jest w końcu dużo przyjemniejsza.


1 to głównie charakteryzuje jak sądzę osoby podążające za strzałkami – zdecydowanie więcej jest zwiedzających niż kupujących; ba, nawet jeśli wchodzisz po dwa z góry upatrzone produkty, to i tak tłum poniesie Cię we swoim tempie, niekoniecznie zbliżonym do Twojego własnego.
2 polecam znalezienie etymologii wspomnianego wyrażenia, a co bardziej ambitnym (bądź cierpiącym na nadmiar wolnego czasu) również lekturę dzieła, z którego pochodzi.

sobota, 8 listopada 2014

Od czy do, ale czy dopóki i od kiedy, pytam się?



Dziś (chyba po raz pierwszy od bardzo dawna) powiemy coś o francuskiej gramatyce, a w szczególności o przyimkach (prépositions) określających czas, które przecież nie mogą być zbyt proste – o czym w końcu bym wtedy pisał1
 
Już na wczesnym etapie nauki francuskiego tłucze nam się do głowy, aby szczególne dawać baczenie na przyimki w rodzaju przed i po (tudzież za), które w języku polskim mogą być używane zarówno w odniesieniu do miejsca, jak i czasu, na przykład: „Przed domem stoi piękne Audi Q7” i „Przed czterdziestką kupię piękne Audi Q7”2. We francuskim natomiast ‘przed’ odnoszące się do miejsca lub rzeczy oddamy przez przyimek devant, a do czasu – poprzez ‘avant’. Jednocześnie by powiedzieć ‘po’ w kontekście czasu użyjemy ‘après’, a polski sens ‘za’ w odniesieniu do miejsca/przestrzeni przekażemy za pomocą ‘derrière’. Naturalnie od powyższego znajdziemy masę wyjątków (exceptions), na przykład przepuszczając kogoś w drzwiach powiemy ‘Après vous3 i lepiej nie używać w tym wypadku derrière, które poza znaczeniem przyimkowym posiada też drugie, rzeczownikowe i określa również tył(ek)4.

Wracając do avant – w bardzo rzadkich przypadkach może również odnosić się do przestrzeni, będąc niejako pochodną sensu czasowego; zobaczmy to na przykładzie: 
 
Gdybyśmy jechali al. Karkonoską we Wrocławiu w poszukiwaniu na ten przykład salonu Audi i (nie mogąc rzeczonego odnaleźć) zapytalibyśmy o drogę innego kierowcę, pewnie powiedziałby, że trzeba dalej jechać prosto i że nasz cel znajduje się juste avant la BMW, w sensie: tu le trouveras, en conduisant, avant la BMW, czyli ‘zanim dojedziesz do (salonu) BMW.

Oczywiście nie zapominajmy, że istnieje bardziej elegancka forma niż wspomniane avant, a mianowicie auparavant – trzeba jednak pamiętać, że nie posiada dopełnienia (complément) i znaczy tyle co ‘avant cela’ albo ‘à l’avance’ (uprzednio). A samego avant nie wolno używać w znaczeniu np. ‘przed godziną’ – wtedy użyjemy już konstrukcji ‘il y a une heure'. Podobnych wyjątków od wyjątków jest naturalnie dużo więcej, ale wszystko w swoim czasie, bo jak mawiał Pan Robert Górski : „Cierpliwość palcem dół wykopie”. I tego się trzymajmy. 

 

1 być może o samochodach, ale to nic pewnego
2 prawdopodobnie po czołowym zderzeniu z Jelczem i zespawane z czterech, ale jednak
3 analogia do angielskiego ‘after you’ nasuwa się sama
4 określa też w sensie ogólnym tylną część czegoś, a także m.in. tyły budynku (możliwa forma les derrières), tyły wroga (w sensie wojskowo-taktycznym) itd. A skoro o tych ostatnich mowa, to warto wspomnieć wyrażenie, które w jęz. polskim wyszło już z użycia, a mianowicie ‘podawać tyły’, czyli uciekać; po francusku powiemy ‘montrer le derrière’.

środa, 29 października 2014

Unikajmy pomyłek, unikajmy



Zapewne każdy z nas czytał kiedyś przykłady tzw. humoru z zeszytów szkolnych w rodzaju „Na łące leżała Zosia, a przez jej środek płynął strumień” czy chociażby „Kiedy ojciec wracał z koniem do domu, to chłopcy pchali mu do pyska skórki od chleba”. Tego typu językowe wpadki występują naturalnie w wielu językach, we francuskim najczęściej mówi się o nich w kontekście perles du bac albo perles du brevet, od których roi się w sieci. No i oczywiście są jeszcze żarty w rodzaju ‘à ne pas confondre’ – jest to rodzaj zabawy słowem opartej na spuneryzmie (contrepètrie) – mówiliśmy już o tym tutaj; jedne z moich ulubionych to ‘un parachute et un char à pute’ i ‘Coca-Cola aux glaçons et caca collé aux caleçons’ (tłumaczenie zostawiam Wam).  

Zastanawiacie się pewnie skąd ten wstęp – w sumie ja też się nad tym zastanawiam, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy, a chciałem nawiązać do towarzyszącego nam czasem  złudnego przekonania o własnej nieomylności w kwestiach językowych. Ileż to razy napisałem po francusku jakieś zdanie, o którym pomyślałem z dumą: „Nieźle, nieźle, całkiem zgrabnie i klarownie”, a przy drugim i trzecim czytaniu dochodziłem do wniosku, że użyta konstrukcja byłaby odpowiednia dla skacowanego przedszkolaka z zaburzeniami koncentracji. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nawet nie musi to być język obcy, takie perełki zdarzają się także w naszym rodzimym języku.

Dlatego uważajmy na niuanse, zastanawiajmy się po trzykroć czy to, co właśnie napisaliśmy nie zostanie zrozumiane inaczej, niż byśmy sobie życzyli. Bo też jak zrozumieć zdanie ‘Je suis un imbécile’? Za pomocą czasownika suivre (podążać) czy może être (być)? Jak ustrzec się przed pomyłką przy ‘sourire à un collègue’ i ‘sourire d’un collègue1’, żeby się nam rzeczony kolega nie obraził? I jak odczytać ‘Il aime beaucoup les hommes’? Że gość jest filantropem (philantrope) czy kanibalem (cannibale)? I pocieszajmy się, że w końcu wszystko przyjdzie z czasem (Tout vient à point qui sait attendre2). Bo musi.


1 w pierwszym wyrażeniu – do, w drugim z kolegi
2 błędnym jest konstrukcja ‘...à qui sait attendre’, gdyż rzeczone ‘qui’ jest tutaj użyte w znaczeniu z XVI wieku i oddaje sens ‘si l’on’ (jeśli, jeżeli).

niedziela, 12 października 2014

Policja z polisą pisaną drobną czcionką



Co wspólnego może mieć policja z agentem ubezpieczeniowym? Frapujące1 pytanie, na które niektórzy pewnie odpowiedzą coś w rodzaju: „Jedni i drudzy mnie wkurzają” – tej ostatniej kwestii rozwijał nie będę, bo to chyba jednak związane jest z wiekiem, słyszałem bowiem kiedyś, że nieomylnym znakiem zbliżającej się dojrzałości (maturité) jest to, że na widok radiowozu odczuwasz poczucie bezpieczeństwa zamiast niepokoju. Ja chyba jestem tak w pół drogi (à mi-chemin), bo uczucia mam wtedy takie bardziej... mieszane (sentiments contraires), chociaż stare porzekadło mówi, że mieszane uczucia to może mieć zięć, gdy jego teściowa spada z przepaści jego nowym samochodem. Ale nie o tym przecież.

Otóż o ile w języku polskim policja i ubezpieczenie mają coś wspólnego chyba jedynie w przypadku kolizji na drodze, o tyle we francuskim tych podobieństw jest więcej, a to z racji tego, że zarówno policję, jak i polisę określa to samo słowo: police. Ciekawy jest grecki źródłosłów każdego z nich – określenie policji pochodzi od politeia, czyli sztuka zarządzania miastem (art de gouverner la cité2), podczas gdy police d’assurance (polisa ubezpieczeniowa) wywodzi się od apodeixis, czyli w wolnym tłumaczeniu ‘preuve’, ‘certificat’, ‘contrat’. No i oczywiście oczywiście ostatnie znaczenie police, czyli czcionka (związek czcionki i polisy wydaje mi się dość ewidentny).

I na koniec, żeby nie zrobiło nam się zbyt naukowo, jeden z moich ulubionych skeczów, w jednej trzeciej odnoszący się do dzisiejszego wpisu:



A teraz na spacer, nabrać sił przed poniedziałkomasakratorem.


1 frapujący (frappant) pochodzi, a jakże, od francuskiego frapper, które w zależności od kontekstu może znaczyć uderzać, zaciekawiać, ale także pukać (do drzwi na przykład) czy stukać (kogoś w visage).
2 gdyż cité nie należy kojarzyć wyłącznie z przedmieściami i blokowiskami, nie każde cité = téci ; w tym kontekście cité może także znaczyć ‘społeczeństwo’ czy ‘obywatele’.

niedziela, 5 października 2014

Karty złote, karty szare, karty niebieskie



Oglądam właśnie zdjęcia z ostatnich paryskich targów motoryzacyjnych (Salon Mondial de l’Auto de Paris 2014 - oficjalna strona tutaj) i oddychając ciężko przy kolejnym koncepcyjnym Audi TT (un concept-car, tak z frangielska) doszedłem do oczywistego wniosku, że żeby takowe nabyć drogą kupna, wystarczą tylko trzy rzeczy: złota karta bez limitu, worek diamentów i walizka platyny. A pewnie i tak warto1, więc gdyby ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, dysponował niepotrzebnym milionem ojro, to ja chętnie przyjmę i podziękuję ;)

 

©Monsieur Jaba

A wracając do karty – Carte Bleue to pierwszy, a zarazem największy system kart płatniczych we Francji. Obecnie termin ‘carte bleue’ wszedł na stałe do języka jako synonim karty debetowej, jakkolwiek nadal funkcjonują pojęcia carte de débit i carte de crédit.  No i oczywiście wszelkiego rodzaju złote czy platynowe (carte or / platine), obiekt westchnień współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego (société de consommation). Nie, żebym miał coś przeciwko temu ostatniemu - w końcu to dzięki carte or można zdobyć upragnioną carte grise, czyli dowód rejestracyjny naszego samochodu marzeń (voiture de rêve).

Skoro już przy kartach jesteśmy, to warto przypomnieć sobie nazwy karcianych kolorów, które po francusku brzmią jakoś tak... swojsko, prawda? I raczej trudno będzie pomylić carreau (karo), coeur (kier), pique (pik) czy trèfle (trefl). Nie zabraknie nam także karcianych wyrażeń, które w obu językach będą bardzo podobne, jak na przykład ‘jouer cartes sur table’, czyli grać w otwarte karty. Oczywiście, trudno uciec od faux amis (mówiliśmy już o nich kilkukrotnie, m.in tutaj i tutaj) i tak też jest w przypadku żółtej i czerwonej kartki na boisku: po francusku powiemy o carton jaune i carton rouge.

Tyle na dzisiaj, nadchodzi poniedziałek, miejmy się na baczności.


 
1 tak, to moja ulubiona marka; nie, to nie jest artukuł sponsorowany :)