niedziela, 8 grudnia 2013

Niezbyt świątecznie, ale za to krótko



Święta za pasem, galerie handlowe i supermarkety wypełnione są tonami świecącego badziewia, a z głośników już słychać ‘Last Kristmas aj gejw ju maj hart’. Dżizas... Z drugiej strony firmy dwoją się i troją (se mettent en quatre – było już tutaj), żeby zamknąć rok z możliwie wysokim zyskiem, a każdy w duchu powtarza sobie, że to już ostatnia prosta (la dernière ligne droite) i nareszcie przyjdzie długo wyczekiwany spokój. W sumie racja, od nadmiaru odpoczynku jeszcze przecież nikt nie umarł (trop de repos n’a jamais fait mourir personne).

A mnie tak naszło na przemyślenia, bo już za parę dni kolejny piątek trzynastego (vendredi treize) i trzynasty miesiąc istnienia bloga – dobrze, że nie jestem przesądny, bo to przynosi pecha (je ne suis pas supersticieux, ça porte malheur). I jak każdy, mam swoje małe sukcesy (ten blog) i wielkie porażki, o które szczególnie nie cierpię obwiniać samego siebie. Z drugiej strony kto z nas nie lubi zgonić czasem swoich niepowodzeń na czarnego kota, który przechodzi mu drogę (un chat noir qui traverse sa route), na nierozważne przejście pod drabiną (passage sous une échelle) czy rozbite lustro (miroir brisé) albo rozsypaną sól (sel renversé). I właśnie dlatego nie noszę ze sobą króliczej łapki (patte de lapin), czterolistnej koniczynki (trèfle à quatre feuilles) ani podkowy (fer à cheval). Bo na kogo bym to wszystko wtedy zrzucił..?

Życzę Wam jak najwięcej sukcesów, a jeśli by ich na chwilę zabrakło, to równie dużo doskonałych usprawiedliwień i wiekopomnych wymówek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz