sobota, 23 listopada 2013

Post zezwierzęcony



Jakiś czas temu nabyłem drogą kupna antologię utworów Jacka Skubikowskiego. Na jednej z Jego płyt, zatytułowanej „Wyspa dzikich” znaleźć można utwór „Los stonogi”. I kiedy tak siedziałem sobie zasłuchany,  dotarło do mnie, że może warto byłoby pochylić się (se pencher) nad zwierzątkami, o których z reguły zbyt często się nie mówi. No bo przecież taka stonoga (mille-pattes) – może i niezbyt okazała, a jednak swoje miejsce w słowniku ma. A jak się dwie stonogi zaczną... hmmm... przytulać, to mamy gotowy zamek błyskawiczny (une fermeture éclair). Poza tym znamiennym jest, że w języku polskim ma ona nóg sto, a we francuskim już tysiąc; mówiliśmy już kiedyś o podobnej sytuacji przy wyrażeniu ‘stokrotne dzięki’ (o, tutaj).

A skoro już jesteśmy przy dziwnych nazwach zwierząt: ryba piła to poisson-scie, ryba młot to requin-marteau, a ryba miecz to espadon. Ta ostatnia nazwa pochodzi od włoskiego ‘spadone’, czyli ‘wielki miecz’, ‘szabla’ – zresztą podobne nazewnictwo znajdziemy też w angielskim ('swordfish') i hiszpańskim ('pez espada').

Zauważyliście zapewne, że nie robię specjalnego rozróżnienia pomiędzy rybami, ssakami (mammifères), płazami (amphibiens) i im podobnymi – niespecjalnie jest mi to w życiu potrzebne (szkoda że nauczycielka biologii w liceum miała na ten temat inne zdanie; z tego miejsca bardzo serdecznie jej nie pozdrawiam).

W ogóle zwierzęta to bardzo wdzięczny temat, a internety są ich pełne (zasadniczo przeważają koty). A ja się znowu zmotywowałem do pisania (głównie dzięki komentarzowi Uli, autorki bloga Français mon amour, której niniejszy post dedykuję w ramach podziękowania). A skoro już jestem taki zmotywowany, to jak powiedział pies do psa, gdy zobaczył nowy hydrant: Trzeba to oblać! (Ça s’arrose !). Bo przecież nawet ryba piła.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Zachorowany byłem



Mężczyzna jest dla kobiety opoką. Skałą. Przystanią w smaganej ostrym wiatrem szarej rzeczywistości. No chyba, że ma temperaturę w okolicach 37,2° – wtedy nie ma dla niego ratunku i oficjalnie mówi się o końcu świata (la fin du monde). I nie pomogą zapewnienia, że stan podgorączkowy to w sumie nic takiego (ce n’est pas la mort du petit cheval), wręcz przeciwnie, to może tylko zaostrzyć sytuację (aggraver la situation). Wiem, bo sam przechodziłem przez poważne parodniowe przeziębienie. Tak przy okazji: jak powiemy przeziębienie, tudzież katar (rhume) po japońsku? Otóż będzie to Nékikoul – proponuję przeczytać na głos (à haute voix) aby jak najlepiej dostrzec powagę sytuacji...


Ale nie ma się co nabijać z męskiego rodu – najważniejsze, to zdać sobie sprawę, że histeria (hystérie) jest chorobą typowo męską. A i owszem, męską; u kobiet takie zachowania nie są nawet uznawane za odchylenie od normy. A jeśli chodzi o odchylenie, to poza słowem écart możemy użyć również déviation, które powie nam też trochę o jego polskim odpowiedniku (dewiacja) – taaaaaak, w takim kontekście także istnieje, jakkolwiek nie zapominajmy o déviation w znaczeniu objazd, odchył czy zniekształcenie.



Tak naprawdę miałem zamiar napisać coś mądrego na temat małżeństwa, ale nie wiedzieć czemu skończyło się na dewiacjach... Przypadek? Nie sądzę. 

 

sobota, 2 listopada 2013

Spleen



Dzień w sumie dość melancholijny, deszczowo-zachmurzeniowy, a i biomet też pewnie niekorzystny. Jeśli ktoś wyszedł na spacer, to pewnie teraz moknie i trzęsie się z zimna jak srający doberman... Stanowczo dzień nie nastraja optymistycznie. I jeszcze dzieciaki (gosses) biegające dwa dni temu po osiedlu w helołinowych przebraniach – co to w ogóle ma być, ja się pytam (c'est quoi, ce délire ?). Nie mam nic przeciwko amerykanizacji jeśli chodzi o samochody z lat 70-tych, ale na litość: Halloween? Ech... Dodatkowo wczorajsze Wszystkich Świętych (La Toussaint) i dzisiejsze Zaduszki (Commémoration des morts)1 – atmosfera podniosła, zadumana, lekko przygnębiająca...

Chyba czas podjąć drakońskie środki (prendre des mesures draconiennes) i wybrać się na zakupy. Jakaś płyta, jakaś książka, jakiś komiks. Potem  kilka kropel wina (quelques gouttes de vin) lub innego magicznego napoju (potion magique – witamy w świecie Asteriksa i Obeliksa), miseczka flaków (tripes) lub ewentualnie cztery, a na koniec lulu (dodo) – chytry plan, nie ma co...

Ale w międzyczasie pewnie znowu usiądę przed kompem (devant l’ordi), bo przyznać muszę, że ostatnio liczba odwiedzin (le nombre de visites) na blogu się zwiększyła – bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, lajki, plusjedyny i fejsbukowe szery (od share, nie od cherry). Motywujecie wręcz fantastycznie, nie przestawajcie, proszę ;)

 
1 Zaduszki to także Commémoration des fidèles défunts, albo prościej: jour des Morts.