czwartek, 18 lipca 2013

Faux amis (3)



Kto kiedykolwiek zetknął się z niebieskim ekranem Windowsa, ten wie, że angielskie ‘fatal error’ to niekoniecznie fatalny błąd, chociaż tak właśnie wygląda. Identycznie jest we francuskim – fatal oznacza nieunikniony, ostateczny, nieuchronny, pochodzi bowiem od łacińskiego fatum, czyli przeznaczenie (destin); polskie potoczne znaczenie słowa fatalny oddamy raczej za pomocą pauvre (biedny – dosłownie i w przenośni), pitoyable (żałosny) itp. A samo fatal znajdziemy także w wyrażeniach coup fatal (śmiertelny cios) czy l’heure fatale (ostateczna/sądna godzina).

I znowu zagłębiamy się w ulubiony temat faux amis, czyli fałszywych przyjaciół. I musimy się pogodzić z faktem, że są one nieodłączną częścią nauki, niekoniecznie najłatwiejszą. I nie jest to zjawisko wyłączne (exclusif1) dla języka francuskiego. A propos pogodzenia się: we francuskim użyjemy tutaj czasownika se résigner, np. w zdaniu ‘Il s’est résigné à vendre sa voiture’ (‘Pogodził się ze sprzedażą samochodu’). Natomiast polskie rezygnować przetłumaczymy raczej przez renoncer à, abandonner czy annuler, np. ‘Il a renoncé à vendre sa voiture’ (‘Zrezygnował ze sprzedaży samochodu’).

Może się zakręcić w głowie, prawda? Byleby nie za bardzo, bo wtedy zamiast na wakacje pojedziemy do sanatorium. Nawiasem mówiąc, istnieje ze francuskim słowo sanatorium, ale oznacza wyłącznie ośrodek leczenia gruźlicy (tuberculose) – polskie znaczenie oddają maison de repos lub maison de soins. Tak czy inaczej, odpoczynek mnie też się przyda, wybaczcie więc, jeśli przez jakiś czas na blogu będzie ciszej niż zazwyczaj (d’habitude).

 
Miłych wakacji i urlopów!

  
 
1Przy okazji: exclusif to oczywiście wcale nie ekskluzywny – to znaczenie wyrazimy za pomocą takich przymiotników jak sélect, chic czy de luxe.

niedziela, 14 lipca 2013

Liczebniki



Mówiliśmy kiedyś o liczbach w kontekście wyrażeń i przysłów, dziś przyjrzymy się ich stronie gramatycznej i ich wymowie. Na początek six (sześć) i dix (dziesięć) – końcową spółgłoskę, czyli ‘s’ wymawiamy wtedy, gdy nie następuje po niej żaden inny wyraz, np. ‘Il y en a dix’ (‘Jest ich dziesięć’). Kiedy jednak pojawia się po nich inne słowo, to w zależności od tego, czy rozpoczyna się ono spółgłoską, czy samogłoską lub ‘h’ niemym (h muet), albo nie będziemy go wymawiać wcale, albo zrobimy łączenie (liaison) i w wymowie zrobi się nam z tego ‘z’, jak np. six amis (sześciu przyjaciół). A skoro już przy łączeniu jesteśmy, to ciekawie rzecz się ma z liczbą 20 (vingt); końcowego ‘t’ nie wymawiamy, no chyba, że w wypadku następującej po nim samogłoski lub ‘h’ niemego oraz w liczbach od 22 do 29.

A jeśli chodzi o vingt-deux (22), to jest z nim związana zagadka, na którą do tej pory nie znalazłem odpowiedzi, a mianowicie wyrażenie: ‘Vingt-deux, voilà les flics’, czyli nasze swojskie zawołanie ‘Uwaga, gliny!’ (wersja francuska najczęściej bywała skracana do ’22, v’là les flics’ – no cóż, w pewnych okolicznościach oszczędność czasu i zwięzły styl wypowiedzi są więcej niż wskazane). No właśnie, skąd tam się zatem wzięła liczba 22? Jeszcze z zamierzchłych czasów studenckich pamiętam kilka możliwych wyjaśnień, z których każde jest równie (mało) prawdopodobne i oto kilka z nich:
  
  • 22 litery są w wyrażeniu ‘Attention, voilà les flics’;
  • gdy robimy coś szybko, robimy to ‘en deux-deux’ (porównajmy to z polskim ‘raz, raz’) – a przed policją nie ucieka się przecież od niechcenia... ;
  • deformacja przekleństwa ‘Vain dieu’ (fonetycznie bardzo przecież podobnych);
  • transkrypcja liter ‘CHEF’ i ich miejsca w alfabecie (3+8+5+6=22) – dość logiczne, zwłaszcza, gdy wyobrazimy sobie dziewiętnastowiecznego rzezimieszka, który na widok żandarmów uprzedza o niebezpieczeństwie w pierwszej kolejności swojego szefa;
  • vingt-deux oznaczało także nóż w potocznym francuskim XIX wieku – głównie z racji 22-centymetrowego ostrza (lame). Oznaczałoby to zatem sygnał do dobywania noży w obliczu zagrożenia interwencją stróżów prawa;
  • nogi stojącego człowieka formują liczbę 11. A kiedy ów zaczyna biec...

I nawet jeśli żadne z tych wyjaśnień nie jest prawdziwe, to i tak świetnie oddają klimat Paryża XIX wieku, jego mrocznych zaułków i rynsztoków spływających nie tylko brudną wodą. Wam pozostawiam wybór tego, które do Was przemawia najbardziej. I znów... miało być poważnie i gramatycznie, a wyszło jak zwykle – język to przedziwny i magiczny stwór...