wtorek, 27 listopada 2012

Kolory są fajne


W poprzednim wpisie pojawiło się wyrażenie je vois rouge (krew mnie zalewa). I to mnie natchło (bo miało blisko, jak mawia Mistrz Bałtroczyk – natchnęło, jakby miało daleko) do napisania kilku słów o kolorach. Jak w większości języków europejskich, we francuskim znajdziemy masę zwrotów, które są praktycznie identyczne z polskimi. Przykłady można mnożyć, od najprostszych jak travailler au noir (pracować na czarno) czy czarno widzieć (voir les choses en noir),  czyli bez przesadnego optymizmu. Można także mettre ses idées noir sur blanc (wyłożyć coś czarno na białym) czy dać komuś le feu vert (zielone światło) - możliwości jest wiele.

Są także wyrażenia skostniałe, które z powodzeniem można tłumaczyć dosłownie, jak np. le marché noir (czarny rynek) czy zielony owoc (un fruit vert) – naturalnie w znaczeniu ‘niedojrzały’. Vert samo w sobie może też znaczyć  żwawy’, ‘czerstwy’;  oczywiście nie powiemy tak o chlebie (czerstwy chleb to nic innego jak du pain rassis), ale na przykład o staruszku uprawiającym jogging cztery razy w tygodniu o szóstej rano – wtedy będzie to un vieillard toujours vert.

Na koniec wypadałoby dodać kilka zwrotów, które już tak oczywiste nie są, zwłaszcza kiedy przychodzi do ich tłumaczenia, a kwestia koloru zanika całkowicie. Tak jest chociażby w przypadku kogoś, kto z afery w Polsce wyszedł czysty jak łza, a we Francji blanc comme neige. I nawet jeśl koledzy obiecywali mu złote góry (ils lui ont promis monts et merveilles), a teraz jest bez grosza, to i tak można być pewnym, że zachował coś na czarną godzinę (il a gardé une poire pour la soif).

niedziela, 25 listopada 2012

Post drugi, niedługi


No dobrze, to już będzie taki pierwszy post z prawdziwego zdarzenia. Nie jestem tylko do końca pewien czy pisać o tym, co mnie drażni i przez co je vois rouge (krew mnie zalewa), czy może o rzeczach łatwych, miłych i przyjemnych. Tak czy inaczej, obiecuję Wam, je vais me mettre en quatre (będę się dwoił i troił) żeby lektura tego bloga była jak najmniej pénible (bolesna), a pogłębiała Waszą wiedzę.

Faktem jest, że ostatnio je ne sais plus où donner de la tête (nie wiem, w co ręce włożyć) – jak zwykle zresztą o tej porze roku, czyli jak mawiał staruszek Remarque: ″A l’Ouest rien de nouveau″ (″Na Zachodzie bez zmian″). I stąd też chyba pomysł tego pisania, czas już był na jakąś zmianę, a najlepiej przecież zacząć coś nowego kiedy wszystko inne nie do końca jest sous contrôle (pod kontrolą). Poza tym mam zamiar zarobić na tym blogu fortunę, zdobyć sławę, uznanie, upadłe kobiety i używki, słowem j’espère un grand chelem (...znajdziecie sobie przecież).

Bienveniujcie


Pierwszy post i… on démarre sur les chapeaux de roues ! (czyli ruszamy z piskiem opon). Skoro już tu jesteście, to po pierwsze: bardzo się cieszę i miło mi Was poznać. I mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać de temps en temps (od czasu do czasu), a może i częściej. Ale po drugie, trzecie i kolejne – przygotujcie się na chaos, gonitwę myśli, skakanie po wątkach i nieregularne wpisy. I surtout (przede wszystkim) na sporą dawkę mniej lub bardziej uporządkowanych słów, zwrotów, przysłów i pułapek językowych. Bo przecież jesteście na blogu nie dla każdego i skoro to czytacie, to Wasza wiedza wykracza pewnie poza dni tygodnia i liczebniki porządkowe od 1 do 20.

Życzę Wam zatem miłej lektury, a sobie wytrwałości (bo o systematyczności i tak mogę zapomnieć). Powodzenia!

Monsieur Jaba