niedziela, 15 maja 2016

To już rok minął?



Nieprawdopodobne… Nie, żebym się usprawiedliwiał, ale trochę się podziało i niekoniecznie dobrego, poza jednym – od października zeszłego roku jestem tatą i to najfajniejsze, co mnie w życiu spotkało :) A co do bloga, to być może jeszcze wróci, tyle że w zmienionej formie. Jeśli oczywiście ktokolwiek tu jeszcze zagląda ;) 
 
Stay tuned, jak mawiali starożytni!
 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Co można powiedzieć w poniedziałek, gdy nic nie układa się jak powinno, a rozrząd sam się nie wymieni.



Bardzo chciałem napisać coś konstruktywnego, ku pokrzepieniu serc (głównie mojego serca) i umysłów (jak wyżej), ale jak co tydzień dostałem w ryj poniedziałkiem. Niby nic nowego, sytuacja powtarza się co 7 dni, ale jednak boli. To trochę tak, jak mawiał Mistrz Bałtroczyk – „Niby wszyscy wiedzą, że flaszka kiedyś się skończy, ale zawsze jest to zaskoczenie”. I tak samo mam z poniedziałkiem.

Po ostatnim wpisie nie zostałem zarzucony ofertami spełniającymi podane kryteria, sam nie wiem dlaczego. Może czcionka była za mała albo co... A na dodatek czeka mnie niedługo wymiana paska rozrządu (courroie de distribution) – dla czytelników, którym pojęcie to jest obce, powiem tylko, że to takie coś, co w moim aucie trzeba wymienić co 90 tys. km. Można też tego nie robić, ale wtedy najpewniej trzeba będzie wymienić auto. A tu nikt nie chce mi podarować służbowej Q7... Wnoszę po tym, że świat jest okrutny, ludzie podli, a życie niesprawiedliwe. A na dodatek parę osób z mojej obecnej pracy postanowiło, jak to się teraz ładnie mówi, ‘kontynuować karierę poza firmą’ i jest mi tak po ludzku trochę smutno. Ech...

No dobrze, skoro mówiliśmy o wymianie tego nieszczęsnego rozrządu – w języku francuskim użyjemy tutaj starego, dobrego changer, jakkolwiek nie unikniemy kilku (kilkunastu?) możliwych pułapek, wszystko zależy bowiem od przyimka, jak w książce Panów Profesorów1. Changer może zatem oznaczać np. zmieniać się2, tak jak w zdaniu ‘Tu as beaucoup changé’ (Bardzo się zmieniłeś3). Polskie znaczenie czasownika zmienić (changer quelque chose), na przykład: Zmienił koło w swoim Audi (‘Il a changé la roue de son Audi’) wyrazimy w ten sam sposób, mając jednak na uwadze, że francuskie changer odnosi się tutaj do zmiany lub wymiany właściwości danej rzeczy. Kiedy jednak będziemy chcieli powiedzieć, że ktoś zmienił samochód, musimy dodać przyimek ‘de’, czyli: ‘Il a changé de voiture’ (Zmienił samochód, czyli zastąpił go innym). Kluczowe jest tutaj rozróżnienie pomiędzy zmianą właściwości czegoś (wtedy używamy changer + ...) i zamianą jednej rzeczy na inną (remplacer une chose par une autre – wtedy: changer de +...).

Byłoby oczywiście nudno, gdyby takich smaczków nie było więcej – jest przecież w końcu także changer quelque chose en, czyli zamienić coś w coś innego, trochę jak przy transformer. Jest też changer ... contre ... , czyli wymienić się czymś4. No i oczywiście se changer, czyli... przebrać się. To oczywiście nie koniec, jest tego więcej, a jeśli ktoś chciałby trochę się rozerwać (se changer les idées), to zachęcam do posłuchania najnowszej płyty Pana Tomka Lipińskiego i odwiedzenia promującej ją strony – warto! 
 

 

1 Duża litera jest jak najbardziej zamierzona :) Chodzi o książkę „Wszystko zależy od przyimka” (Jerzy Bralczyk, Jan Miodek, Andrzej Markowski, Jerzy Sosnowski) – noszę się z zamiarem jej nabycia drogą kupna, a jakże!
2 Uwaga: w tym wypadku nie będzie to już czasownik zwrotny, musimy więc zapomnieć o ‘się’ pod każdą postacią.
3 Czasem w domyśle: „...niekoniecznie na lepsze”.
4 Albo wymienić coś na coś, jak kto woli; istnieje też wersja changer ... contre... – obie są jak najbardziej poprawne.

niedziela, 31 maja 2015

Rekord pobity, nie ma się czym chwalić, a na nic lepszego się nie zanosi.



Wstyd i hańba, żeby pisać po dwumiesięcznej przerwie – nawet nie będę próbował szukać wymówek (chercher une excuse) na ten niechlubny rekord... Dużo się ostatnio dzieje, nawet więcej niż kilka miesięcy temu i pewnie o tym jeszcze napiszę w innym kontekście, ale na razie (pour l’instant) biorę na siebie odpowiedzialność (j’assume1 la responsabilité) za kolejną przerwę w pisaniu. A skoro jak wiadomo ‘Qui s’excuse, s’accuse’ (‘Kto się usprawiedliwia, ten się obwinia’), to czuję się winny (coupable) jak cholera... Z drugiej strony ominęło nas mówienie o wyborach, głosowaniach i im podobnych zajęciach każdego szanującego się obywatela, zatroskanego losem kraju i współcierpiących, więc nie ma tego złego, co by na gorsze nie wyszło, jak mawiali starożytni.

I niby człowiek już lekko po trzydziestce, a i tak nie wie, kim będzie jak dorośnie. I ja tak chyba mam. Coś bym zmienił, najlepiej żeby się specjalnie nie przepracowywać, ale żeby dobrze płacili. I żeby nie było nadgodzin (heures supplémentaires). I najlepiej żeby jako samochód służbowy (voiture de fonction) dawali Audi Q7, może być nawet roczne, nie będę wybrzydzał. I żebym mógł pracować zdalnie, tak nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu. No i żeby praca dawała satysfakcję i pozwalała mi rozwijać się zawodowo i personalnie (m’enrichir professionnellement et personnellement). No i benefity, też nie mogą być byle jakie. I... wspominałem już o Q7?

I tak się zastanawiam, bo zastanawiać się lubię i robię to chętnie, dlaczego tak ciężko znaleźć coś odpowiadającego moim założeniom. Chyba rzeczywiście w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem. A poniedziałek już szczerzy zębiska... Ech... 
 


1 w przypadku assumer trzeba uważać na paskudnie zdradliwą kalkę z angielskiego, gdzie ‘assume’ ma także, a może przede wszystkim znaczenie ‘przypuszczać’, które po francusku oddamy za pomocą czasownika présumer.

poniedziałek, 30 marca 2015

Punktualnie jak w radzieckim zegarku, za to bez motywu przewodniego, aczkolwiek niezbyt radośnie, bo poniedziałek przecież i zniesmaczonym wielce.



Witam Was bardzo ciepło po kolejnej przerwie spowodowanej absolutnym brakiem  umiejętności organizacji czasu z mojej strony oraz pewnym niezbyt szczęśliwym splotem wydarzeń, a mianowicie jakiś tłuk zarysował mi auto na parkingu i zwiał. W związku z tym zamierzałem przygotować jakiś zjadliwy tekst o umiejętnościach owego ‘kierującego’1 i jemu podobnych, ale po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że stosunek procentowy urew i ujów oraz sufiksów w rodzaju –any i –ony do wyrazów w ogóle przewyższa wartości powszechnie uznawane za dopuszczalne nawet na statystycznej polskiej budowie2, wobec czego zaniechałem publikacji powyższego. Ale niesmak pozostał. 



Ale nie o tym w końcu przecież być miało – z powyższego wyciągnąłem bowiem ważną lekcję: człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi. W związku z tym apeluję do siebie (a może i do Was, jeśli Szanownych Czytelników problem ów także dotyczy), aby w podobnej sytuacji, gdy sprawca będzie znany i w zasięgu lewego sierpowego (un crochet du gauche) nie dać się ponieść emocjom. Pamiętajmy, że nie u każdego obecność mózgu (la présence d’un encéphale) została stwierdzona (détectée) w sposób definitywny (de manière définitive). I że czasem trzeba wykazać się dużą dawką zrozumienia (compréhension). Nawet w przypadku matoła, który w rozwoju  plasuje się 20 lat za taboretem (avoir 20 ans de retard sur un tabouret). I dla którego nawet w komiksach z BRAVO było za dużo słów w zdaniach (trop de mots dans les phrases), a który mimo wszystko zdał egzamin na prawo jazdy. I to jest właśnie przerażające. 
 

Następne wpisy będą mam nadzieję odrobinę weselsze (niekoniecznie częstsze, w końcu dotrzymuję postanowień z poprzedniego posta)... No i pokonaliśmy poniedziałek, to też się liczy.




1 bo kierowcą nazwać go nie sposób
2 i to w sytuacji, kiedy rzucającemu palenie majstrowi spada z rusztowania wiadro z zaprawą, tłukąc po drodze butelkę z ostatnim piwem, którego resztki trafiają na głowę przechodzącego poniżej  inspektora BHP...